4

James Dyson - inspirujący wynalazca

To być może ostatni samotny wynalazca w świecie wielkich koncernów. Dlaczego? Bo koncerny nie lubią samotnych wynalazców.

Rok 1978. James Dyson właśnie wymyślił odkurzacz. Całkiem inny – nie ma worka, a tzw. cyklon, czyli system stożków rozpędzających powietrze do prędkości dźwięku. Zalety? Duża siła ssania i niesłychana skuteczność – powietrze wychodzące jest o wiele czystsze od zasysanego. Trzeba jednak dopracować detale.

Dyson całe dnie spędza w przydomowym warsztacie. Robi prototypy i bada je na różne, czasem dziwne sposoby. Np. rozsypuje biały proszek przed odkurzaczem, za którym stawia czarny ekran, włącza odkurzacz, wsysa proszek i sprawdza, czy ekran nie zrobił się szary. Albo przyczepia do wylotu odkurzacza superfiltr chłonący 99,997 proc. zanieczyszczeń i waży go przed odkurzaniem i po nim. Jedna zmiana – jeden pomiar. Pewna, ale bardzo wolna metoda. Po trzech latach i 5127 prototypach ma to, co chciał. Nie wątpi, że jego Dual Cyclone bije wszystko, co jest na rynku.

Nadzieja z Amwaya

Tylko skąd wziąć pieniądze na produkcję? Trzeba sprzedać licencję. Najlepiej potentatom AGD – docenią wynalazek. Ale ci zamiast ciepłego przyjęcia serwują Dysonowi zimny prysznic. Hoover chce np., by wszystkie informacje poruszane w rozmowie przeszły na własność koncernu. Hamilton Beach zastrzega: „Masz dwie minuty, by nas przekonać” w tonie zdradzającym, że i tak jest bez szans. A Black & Decker nawet nie wpuszcza go do biura – wyznacza spotkanie w przewoźnym kontenerze i tam wysyła wynajętą agentkę patentową. Od AEG po Zanussi – wszędzie to samo: nie słuchają, nie rozumieją lub nie dowierzają („Jeśli to faktycznie taki świetny wynalazek, to już dawno Bosch czy Electrolux by go stosowały „).

Do tego dochodzi brytyjska niemożność zwana przez Dysona mentalnością „Can’t Do”. Np. Goblin Vacuum Cleaners – firma, która z braku zamówień skróciła tydzień pracy do dwóch dni (!), odrzuca ofertę Dysona i szansę na reaktywację. Upada rok później.

I jeszcze coś: Dyson odkrywa, że koncerny kochają status quo. Jeśli pokażesz im obiecujący produkt, zobaczą w nim nie szansę, lecz zagrożenie dla swej obecnej oferty. Czasem wolą kupić licencję, by ją zablokować. Nie chcą rewolucji technicznych i wszelkich jej zwiastunów. Odkurzacz działający na innej zasadzie, w dodatku bezworkowy (a na workach nieźle się zarabia), zburzyłby ustalony porządek.

Widząc, że niewiele wskóra na brytyjskim rynku, Dyson szuka szczęścia na amerykańskim – pięciokrotnie większym. Od razu widzi różnice w nastawieniu: „Can Do” to zapał i otwartość, choć czasem na pokaz. Rozmowy licencyjne ruszają z kopyta i… szybko hamują. Jankesi grają na czas, by skruszyć Brytyjczyka – w efekcie jego Cyklon przez rok nawet nie zbliża się do fabryki. Aż w kwietniu 1984 r. dzwoni telefon, który może odmienić wszystko. VIP z Amwaya mówi: – Chcemy Cyklona, przylecę, pogadamy. I faktycznie, nazajutrz puka do drzwi Dysona. A wychodząc, zostawia go z obietnicą 100 tys. funtów zaliczki i wizją milionów cyklonów opuszczających fabrykę. Dyson podpisuje umowę. Wreszcie może spłacić długi. Ale sielanka trwa krótko. We wrześniu Amway przysyła pozew sądowy: oskarża Dysona o oszustwo, bo wbrew jego zapewnieniom „odkurzacz nie jest gotów do produkcji”. I Amway nie będzie go produkował.

Perspektywa potyczki z amerykańską legendą przed amerykańską Temidą niemal paraliżuje wynalazcę. Wie, że taki proces „może ciągnąć się jak rzeżączka i równie skutecznie odstraszać biznesowych partnerów”. Jest bez pieniędzy, licencji i wspólnika, który ma dość i odchodzi.

Co ty wiesz o biznesie?
Ratunek przychodzi z drugiej strony świata – Cyklona chcą Japończycy. Uwiodła ich skuteczność i forma odkurzacza: żywe kolory i podobieństwo do R2D2 – sympatycznego robota z „Gwiezdnych wojen”. Podpisują umowę na produkcję odkurzacza G-Force (nazwa „Cyklon” jest zajęta). Dyson dodaje więcej fioletu i końcówkę do czyszczenia mat tatami. Mimo sporych rozmiarów i ceny (ok 6,5 tys. zł) odkurzacz znajduje nabywców. Ilu? Mając obiecany procent od wartości sprzedaży, Dyson chce to ustalić, ale nie może, bo pytani albo milczą, albo chichoczą. Musi zadowolić się 60 tys. funtów zaliczki i obietnicą rocznych tantiem tej samej wysokości. Opuszcza Japonię z refleksją, że jej mieszkańcy wcale nie są tak uprzejmi, szczerzy i kreatywni, jak się na Zachodzie sądzi. A gdzie ludzie są najbardziej twórczy? – Ilekroć sprawdzam, kto jest właścicielem patentu, prawie zawsze okazuje się nim Amerykanin. Dlatego najpierw patentuję w USA, a dopiero potem w Europie – zdradza Dyson.

Niebawem pada ofiarą jankeskiej kreatywności. Kanadyjczyk, którego prawie przekonał do produkcji Cyklona w Ameryce, oddzwania z hiobową wieścią: – Taki odkurzacz już tu jest! Sprzedaje go Amway.

„Kradzież dzieła boli bardziej niż amputacja” – wspomina później. Blady jak ściana Dyson dzwoni do swego rzecznika patentowego w Stanach i prosi, by obejrzał amwayowego Cyklona. Rzecznik stwierdza naruszenie czterech patentów. Teraz to Dyson skarży Amwaya. I karta się odwraca.

- Przykra sprawa z tym Amwa-yem… Ale my, w Johnsonie, jesteśmy inni – słyszy niebawem. – Daj nam swój odkurzacz, a zarzucimy nim rynek.

S.C. Johnson & Son: obrót – 6 mld dol., zatrudnienie – 11 tys. osób. Taka propozycja z takich ust? Ich słynną siedzibę Johnson Wax Dyson opuszcza z czekiem na 180 tys. dolarów. Ech, jesień 1990 r. jest piękna

Ale mija zima, wiosna i nic. „Nie podoba nam się uchwyt”. Projektuje inny. I znowu nic. W lipcu 1991?r. już wie – Johnson gra na czas. Co gorsza, Dyson przypomina sobie, że nie zastrzegł terminu rozpoczęcia produkcji. Błąd. Co mu zostaje? Blef. – Jeśli nie ruszycie z produkcją, ja ją zacznę – grozi.

Johnson: – Nie możesz! Mamy licencję na wyłączność, zaskarżymy cię.

Dyson: – No to skarżcie!

Prawnikom Johnsona puszczają nerwy. Wypowiadają umowę i domagają się milionów dolarów odszkodowania. Dyson skarży ich na jeszcze większą sumę za „brak zaangażowania w realizację umowy”.

Brytyjczyk robi bilans: zamiast sukcesu rynkowego ma w USA dwa megaprocesy w ciągu dwóch lat. By nie zwariować, ucieka w pracę – projektuje Cyklona na rodzimy rynek (świat odkurzaczy jest podzielony: pionowe królują w Stanach i Japonii, poziome – w Europie). Ale co dalej? „Z produkcją nie ruszę, bo co zarobię, wydam na prawników. A Amway i tak wygra”. – Wycofuję pozew… – oznajmia żonie, gdy nagle dzwoni telefon. Jego amerykański prawnik krzyczy: – James, Amway chce wycofać pozew! Możesz zatrzymać zaliczkę.

Euforia. Sądowe boje kosztowały Dysona 300 tys. dol. rocznie, trwały siedem lat i pętały go jak dyby. Gdy je zrzuca (Johnson & Son też wycofuje pozew), wszystko przyspiesza. To, co tracił na prawników, może inwestować w produkcję. Potrzebuje więcej, ale banki są skrajnie nieufne: „Jesteś tylko projektantem. Co ty wiesz o biznesie?”. W końcu pod zastaw dwóch domów bierze 600 tys. funtów kredytu. Mało. Sprzedaje Japończykom prawa do G-Force za 750?tys. funtów. Uff, teraz może działać. Ściąga z Włoch maszyny fabryczne. Urządza dwupoziomowe studio projektowe, które określa jako mokry sen designera („To, co na górze wymyślą, na dole zrobią”). No i kompletuje zespół inżynierów i projektantów, z którymi dopieszcza odkurzacz. 2 maja 1992 r. pierwszy poziomy Dual Cyclone jest gotowy do produkcji. Tego dnia Dyson kończy 45 lat.

Cel: usprawnić państwo

Dokładnie 20 lat później sprzedaje 43-milionowy odkurzacz. A pamiętajmy, że chodzi o urządzenie nowej marki, najdroższe na rynku i oferowane w jednej wersji kolorystycznej (to tak jakby ze sportowych aut Por-sche zedrzeć nalepkę, zostawić metkę i sprzedawać je w ilościach VW Golfa). Dziś koncern Dyson Ltd. zatrudnia 3900 osób, działa na 52 rynkach, na czterech jest liderem (Wlk. Brytania, Australia, Nowa Zelandia i Kanada) i ma ponad miliard funtów rocznych obrotów. Prócz odkurzaczy produkuje futurystyczne (i drogie) suszarki do rąk, bezłopatkowe wentylatory i grzejniki. Kryzys? Jaki kryzys! Gdy wszyscy tracą, Dyson zyskuje. Od 2008 roku przesunął się na liście najbogatszych Brytyjczyków z 98. na 22. miejsce. Skończyło się „co ty wiesz o biznesie „. Teraz go honorują – doktoratami h.c. i tytułem szlacheckim. Teraz go naśladują – różne firmy wypuszczają odkurzacze cyklonopodobne, niektóre aż nazbyt (np. Hoover musiał zapłacić 3,2 mln funtów kary za naruszenie patentów Dysona). Teraz to jego pytają o radę.

- Firmy popełniają koszmarny błąd, koncentrując się na oszczędnościach – mówi w jednym z wywiadów. – Ich strategia to ciąć, by przetrwać. A przecież kryzys to najlepszy czas na ekspansję. Moja firma już trzeci rok z rzędu notuje dwucyfrowy wzrost wpływów.

Latami lekceważony, a dziś uzbrojony w prestiż, pieniądze i patenty sir James Dyson stał się instytucją: wspiera młode talenty (przyznaje stypendia i nagrody za wynalazki), zatrudnia byłych ministrów, doradza obecnym, poprawia bilans płatniczy kraju (eksportuje 84 proc. swych produktów) i chce uczynić Wielką Brytanię innowacyjną. Jak? Molestując rząd, by radykalnie zwiększył „żałośnie małą” liczbę inżynierów i ich status. I sam daje przykład. W 2010 r. przeznaczył na badania i rozwój 45 milionów funtów, co uczyniło Dyson Ltd. najbardziej innowacyjną firmą na Wyspach. Z futurystycznej siedziby koncernu w Malmesbury czyni wielki inkubator kreatywności – 800 dobrze opłacanych naukowców i projektantów nie krępują tam ani korporacyjne nawyki (większość nie ma 30 lat), ani nawet garnitury („zakazałem ich, bo krępują ciała i umysły”). A jego James Dyson Foundation co roku przeznacza miliony funtów na badania naukowe, medyczne i na szpitale. Teraz z czystym sumieniem może odpoczywać w swej 120-hektarowej posiadłości w Gloucestershire przy sztalugach i dźwiękach muzyki klasycznej. Ten iście hollywoodzki happy end zaskoczył samego Dysona.

Kiedy pytam, co go zaprowadziło tak daleko, odpowiada, że upór i wola walki: – Byłem najmłodszy z trójki rodzeństwa – wspomina. – To wykształciło we mnie sprzeciw wobec większych i silniejszych. A długodystansowe biegi po wydmach Norfolk, które wygrywałem już jako nastolatek, nauczyły mnie, by nigdy się nie poddawać.

„Bardzo wiele wynalazków zostało straconych z uwagi na komplikacje i koszty. Trzeba być wytrwałym, żeby przeżyć momenty frustracji” – mówi Dyson. Nie lubi biznesu a w swojej firmie zakazał noszenia garniturów – jak twierdzi krępują one umysł.

 

Skomentuj